Moja pielęgnacja twarzy w wieku 25 lat

Nigdy nie miałam idealnej skóry na twarzy. Od wczesnej nastoletniości zmagałam się z tłustą i problematyczną cerą. Zazwyczaj ukrywałam ją pod warstwą podkładu, nie pomagało też ani trochę moje ogromne zamiłowanie do wyciskania pryszczy (z tym walczę do dziś). Raz w życiu miałam robiony peeling kwasowy, kilka razy oczyszczanie manualne twarzy. Poza tym nie podejmowałam raczej większych kroków w kierunku pozbycia się trądziku. Uznałam, że taka już jest moja uroda. 

Dopiero dzisiaj – w wieku 25 lat – mogę powiedzieć, że moja skóra w końcu się uspokoiła. Ciągle mam skłonności do zanieczyszczeń, ale mam znacznie mniej typowych bolących stanów zapalnych, które tak rzucają się w oczy (te wielkie wulkany, które pojawiają się znikąd przed najważniejszymi wydarzeniami). Niedoskonałości pojawiają się teraz zazwyczaj raz w miesiącu, ale szybko znikają. Myślę, że największą rolę w poprawie mojej cery odegrała świadoma pielęgnacja twarzy i jej konsekwentne prowadzenie. 

Pielęgnacja twarzy krok po kroku

Moja pielęgnacja skóry twarzy składa się z dwóch podstawowych kroków, których NIGDY nie pomijam. To oczyszczanie i nakładanie kremu. Zdarza mi się zapominać albo nie mieć czasu na nałożenie maseczki albo zrobienie peelingu, ale nigdy nie zapominam o umyciu twarzy i nałożeniu kremu. Mam tak od zawsze i nawet kiedy wracam późno z imprezy, nie wyobrażam sobie położyć się spać w makijażu. To jest według mnie podstawowa zasada odpowiedniej pielęgnacji twarzy – dokładne oczyszczanie z makijażu, sebum i zewnętrznych zanieczyszczeń. 

Oczyszczanie twarzy 

Codziennie rano myję twarz żelem do mycia La Roche-Posay Effaclar Gel. Używam go z przerwami od liceum i dla mnie to najlepszy żel do mycia twarzy z wszystkich, jakich używałam. Mocno oczyszcza i pozostawia skórę napiętą, a ja bardzo lubię czuć taki efekt – że moja skóra jest idealnie gładka i czysta. 

Wieczorem – jeśli miałam tego dnia makijaż – stosuję dwuetapowe oczyszczanie. Najpierw zmywam warstwę makijażu wacikiem nasączonym płynem micelarnym, a później domywam twarz żelem. Nie mam ulubionego płynu micelarnego, używam zazwyczaj tego, który akurat wpadnie mi w ręce. Nie zauważyłam, żeby miał jakiś większy wpływ na moją skórę, skoro i tak od razu go zmywam. 

Najlepszy krem do twarzy skłonnej do zanieczyszczeń

Po oczyszczaniu przychodzi czas na krem. Tu też stawiam na znany mi i wypróbowany kosmetyk do twarzy. Krem Effaclar Duo La-Roche Posay to idealny wybór dla osób, które zmagają się z niedoskonałościami i szukają kremu, który będą mogli stosować codziennie. Ten produkt przede wszystkim nie zapycha, jest lekki i nietłusty. 

Ponieważ Effaclar Duo może wysuszać, staram się obserwować swoją skórę i dostarczać jej też dużej dawki nawodnienia i nawilżenia. W czasie, kiedy jest kapryśna używam kremu na niedoskonałości rano i wieczorem. Kiedy się uspokaja, wieczorem stawiam na krem Effaclar H – silnie nawilżający, polecany do skóry trądzikowej w czasie wysuszających kuracji. Dzięki niemu mam pewność, że moja skóra nie jest przesuszona, ale też zapchana. 

Regularne złuszczanie skóry

Złuszczanie martwego naskórka pozwala wygładzić skórę i pobudzić ją do odbudowy. Na mocniejsze złuszczanie zazwyczaj stawiam jesienią i zimą, kiedy słońce nie jest tak mocne i nie ma strachu przed powstawaniem trwałych przebarwień. Stosuję wtedy raz dziennie tonik kwasowy L’ACIDE TONIQUE PRE 6% z Monduniq. Latem stawiam na peelingi enzymatyczne albo moją ulubioną pastę przeciw zaskórnikom do głębokiego oczyszczania twarzy Ziaja z liśćmi manuka.

Używałam też serum kwasowego Pore Solutions BIO PEELING z kwasem fitowym i serum  z wit. C – Pharmaceris (koncentrat z witaminą C 1200mg wzmacniająco – wygładzający). Obecnie nie mam ich w swojej codziennej pielęgnacji, ale czasami do nich wracam. Zazwyczaj wtedy, kiedy potrzebuję zwężenia porów i wygładzenia skóry. Trzeba pamiętać, że podczas takich kuracji zawsze należy stosować ochronę przeciwsłoneczną, niezależnie od pory roku!

Ochrona przeciwsłoneczna – bardzo ważna w przypadku każdego rodzaju cery!

Ochrona przed działaniem promieniowania słonecznego jest bardzo ważną kwestią, jeśli chodzi o to, jak dbać o skórę twarzy. Wiem, że dużo osób ją bagatelizuje, bo skutków działania słońca często nie widać na pierwszy rzut oka. Niestety po latach pojawiają się przebarwienia, zmarszczki, grozi nam nawet rak skóry. Dlatego ja, szczególnie latem, zawsze stosuje dodatkową ochronę w postaci kremu z filtrem. 

Najlepszy dla mnie jest lekki krem La Roche-Posay Anthelios SPF50+. Zapewnia najwyższą ochronę i nie jest tłusty i zapychający (co niestety często się zdarza w przypadku filtrów do twarzy). Przyznam, że zimą wystarcza mi zazwyczaj filtr w podkładzie, czyli SPF15, ale latem osobny produkt to must have. 

Jeśli mowa o lecie i upałach, ostatnio testuję też mgiełkę MIYA z wodą różaną, która odświeża i utrzymuje odpowiednie nawilżenie skóry. Na razie zbyt krótko ją testowałam, żeby móc ją polecić, ale dotychczas sprawdza się dobrze. 

Moje ulubione maseczki do twarzy

Raz w tygodniu staram się robić sobie mini SPA i nakładać na twarz maseczkę. Dobieram ją w zależności od aktualnego stanu mojej skóry, ale moje ulubione są maseczki oczyszczające. Z nich polecam szczególnie maseczkę z aktywnym węglem z Beauty Formulas. Równie dobrze sprawdzają mi się maseczki Babcii Agafii, a szczególnie oczyszczająca z dziegciem.

Zmywanie maseczek jest jednak czasem problematyczne i kiedy nie chce mi się tego robić, używam masek w płachcie. Odkryłam świetne w Biedronce – Detoksykująca Świnka Balbinka, Oczyszczający Lisek Chytrusek z Be beauty, czy widoczny na zdjęciu Magiczny Jednorożec NIUQI young – są naprawdę niezłe! Z maseczek jednorazowych mogę też polecić serię AA BUBBLE MASK, szczególnie bąbelkową aloes + zielona herbata

Pielęgnacja twarzy po 20. roku życia

Ta lista, to wszystkie kosmetyki, jakich używam do twarzy obecnie. Może się to wydawać dużo, choć osobiście – czytając o koreańskiej pielęgnacji – byłam zaskoczona, jak niewielu kosmetyków potrzebuję, żeby zadbać o swoją cerę. Te wszystkie olejki, esencje… to nie dla mnie. Da się też zauważyć znaczną przewagę dermokosmetyków z firmy La Roche-Posay. To dlatego, że są u mnie naprawdę skuteczne, a poza tym to coś więcej niż kosmetyki – mają działanie dermatologiczne. 

Ja po 20. roku życia postawiłam na lepszą jakość kosmetyków, mniej testowania produktów na własnej skórze (dosłownie i w przenośni) i regularność. Jak na razie to się sprawdza, choć nie wykluczam wprowadzenia niedługo do swojej pielęgnacji kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Wciąż też nie mogę się przekonać do kremu pod oczy… Starość nie radość 😀 Dajcie znać, jak Wy dbacie o swoją skórę i czy przestrzegacie tych wszystkich zasad, czy działacie raczej intuicyjnie, tak jak ja.

Wakacyjny wypad na Mazury – gdzie warto jechać?

Wstyd się przyznać, ale w tym roku byłam pierwszy raz w życiu na Mazurach. Jakoś nigdy nie kręciły mnie te okolice, zdecydowanie bardziej wolałam morze. W tym roku też miałam wybrać Bałtyk, ale: po pierwsze to duża i daleka eskapada, po drugie zaczęły mnie przerażać doniesienia o wysokich cenach, po trzecie – chciałam w końcu zobaczyć coś nowego. Wybór padł na Mazury.  

Nocleg na Mazurach – Trzonki 

Konkretny cel naszej podróży wybierałam trochę na chybił trafił. Pewnego wieczoru otworzyłam po prostu Google Maps i szukałam miejscowości, które są otoczone lasami i jeziorami. W tym roku nie zależało mi na zwiedzaniu znanych, bardzo tłocznych miejsc. Raczej na wypoczynku wśród przyrody i bardziej na odludziu. W ten sposób trafiłam na okolice Puszczy Piskiej i właśnie do niej zawęziłam miejsce na wyjazd. 

Później zaczęłam szukać noclegu na booking.com w okolicach samego Piszu. Zdecydowałam się na Przysiółek Trzonki w niewielkiej wsi Trzonki i to był świetny wybór. Stary pruski dworzec zaadaptowany na agroturystykę, czyli bardzo klimatyczne miejsce. Budynek zachował swój charakter i wystrój, a dookoła jest otoczony pięknym ogrodem i lasem. Miejsce jest bardzo ciche i spokojne, akceptują tam też psy, więc to idealnie miejsce na wakacje z czworonogiem. 

Co warto zobaczyć na Mazurach?

W okolicach Przysiółka Trzonki odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. Przede wszystkim Jezioro Śniardwy – dla mnie to był must have, jeśli chodzi o Mazury. Z geografii pamiętałam, że to największe jezioro w Polsce (nie musicie bić brawa :D), więc oczywiste było, że muszę je zobaczyć. Wybraliśmy się więc na punkt widokowy i mimo wietrznej pogody co nieco udało się nam zobaczyć. 

Najbliżej naszego miejsca noclegowego znajdowało się Jezioro Seksty. Wybraliśmy się na nie kilka razy, bo znaleźliśmy fajne miejsce na rozłożenie koca i odpoczynek z dala od ludzi. W dodatku był z niego piękny widok na zachód słońca. Znaleźć je można łatwo, wybierając się na Śluzę Karwik, która sama w sobie też jest ciekawą atrakcją. Akurat raz trafiliśmy na moment, w którym przez śluzę przepływał jacht, więc mogliśmy obserwować jak działa w praktyce. 

Wyjazd na Mazury bez zjedzenia pysznej, świeżej ryby, nie ma sensu. Szukając miejsca na obiad, znaleźliśmy w google Zajazd Myśliwski Maldanin, który miał bardzo dobre opinie. I zdecydowanie było warto! W karcie mają kilkanaście rodzajów ryb, więc każdy znajdzie w niej coś dla siebie (np. ci którzy nie lubią ości mogą wybrać filety, a jak wiadomo “filet jest tani, zdrowy i można go szybko przyrządzić” ;)). Jest tylko jedna uwaga – nie jest najtaniej, ale porcje są OGROMNE! Za pierwszy razem wzięliśmy dwa dania, a już za drugim jedno na pół. A i taki najedliśmy się do syta. 

Pisz – atrakcje warte zobaczenia

Najbliższym miastem od Trzonek jest Pisz. Jest niewielkie i szczerze mówiąc nie ma tam wiele miejsc, które trzeba odwiedzić. Naszym punktem numer jeden była plaża miejska w Piszu. Idealna dla osób z dziećmi i tych, którzy chcą popływać w miejscu strzeżonym przez ratowników. My spędziliśmy na plaży jeden z cieplejszych dni, zażywając kąpieli wodnych i słonecznych. Można tam wynająć rowery wodne, są też food trucki z goframi i lodami. 

Spacerując po promenadzie w Piszu, natknęliśmy się na pomnik Melchiora Wańkowicza. Od razu zainteresowałam się, dlaczego akurat piszanie postanowili tak uhonorować polskiego prekursora i mistrza reportażu. Okazało się, że Melchior Wańkowicz napisał powieść reportażową pt. Na tropach Smętka, która powstała właśnie podczas pobytu pisarza w tych okolicach w 1935 roku, na terenie ówczesnych Prusów Wschodnich. Warto poczytać o tym więcej, książka została zakazana przez Gestapo w Niemczech, a samego Wańkowicza po wojnie poszukiwano właśnie w związku z nią. 

Ostatnim miejscem, jakie odwiedziliśmy, była Wieża Ciśnień w Piszu. W zasadzie ja jej nie odwiedziłam, bo moja klaustrofobia nie pozwoliła mi wejść na górę po krętych, wąskich schodach (o windzie już nie mówiąc). Z wieży roztacza się widok na miasto, niestety nie widać żadnych jezior. Bilet normalny kosztuje 5 zł., więc za taką cenę nie ma co oczekiwać cudów. 

Mikołajki i okolice

Jednego dnia wybraliśmy się samochodem przez Mikołajki do Mrągowa. Mikołajki są położone 40 km. od Piszu i są bardziej turystycznym miastem. Odwiedziliśmy tam plażę miejską i promenadę, położone nad Jeziorem Mikołajskim. Znajduje się tam też port miejski w Mikołajkach. Właśnie tam pierwszy raz w życiu widziałam stację benzynową na wodzie, w której mogą tankować jachty. 

W porcie można też wypożyczyć motorówkę (nawet bez uprawnień) i wybrać się na rejs po jeziorze. Jeśli ktoś nie jest na tyle odważny, to są organizowane rejsy promem. Do Mikołajek można się też wybrać promem z miejscowości Ruciane-Nida, położonej mniej więcej w połowie drogi pomiędzy nimi, a Piszem. 

Mrągowo – atrakcje

Na naszej liście miejsc do zobaczenia nie mogło oczywiście zabraknąć Mrągowa. To właśnie tam znajduje się amfiteatr nad jeziorem Czos, w którym organizowana jest noc kabaretowa i to właśnie tam chłop się przebiera za babę 😉 My do niego niestety nie dotarliśmy, bo Jezioro Czos okazało się za duże na nasze możliwości. Byliśmy już zmęczeni po całym dniu, więc zrobiliśmy tylko godzinny spacer wzdłuż brzegu. 

Jezioro jest otoczone drzewami, co daje wrażenie, jakbyśmy spacerowali po parku. Można tam spotkać wiele zwierząt, na przykład dzikie kaczki, łabędzie, mewy, ale też żaby, kiedy się zapuścimy na siku w krzaczki ;). To zdecydowanie najbardziej turystyczne miasto z tych, w których byliśmy, ale i tak, wbrew moim oczekiwaniom, ludzi wcale nie było dużo.

Wakacje na Mazurach – wrażenia

No właśnie – spodziewałam się zdecydowanie większej liczby turystów na Mazurach. Tymczasem nie było ich wielu. Może to kwestia tego, że był dopiero początek wakacji, albo sytuacji epidemicznej, która zatrzymała wiele osób w domach. Z drugiej strony – taki czas to właśnie świetny moment na poznawanie naszego kraju i odwiedzanie miejsc, w których można odpocząć na łonie natury. Bo pod tym względem Mazury są idealnym wyborem i zdecydowanie spełniły moje oczekiwania. 

Bardzo zaskoczyło mnie to, jak wiele osób wybiera się na Mazury z psem. Dosłownie wszędzie można spotkać turystów z małymi lub większymi psami. To pewnie też wynika ze specyfiki tej okolicy – na powietrzu można uprawiać dużo aktywności z psem. Długie spacery, jazda na rowerze, a dla miłośników pływania także kąpiele w jeziorach. Dużo miejsc noclegowych zgadza się na pobyt ze zwierzętami, więc z tym też nie ma problemu. 

Osobiście jestem bardzo zadowolona z wyjazdu. Na Mazurach spędziliśmy 5 dni i to był wystarczający czas, żeby porządnie wypocząć. Wbrew moim założeniom, wyjazd nie okazał się też drogi. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji wypoczywać na Mazurach, taki wypad. Chociaż podejrzewam, że większość pewnie dobrze je już zna. Dajcie znać, czy jeździcie na Mazury i czy lubicie te okolice!

Jeśli szukasz inspiracji na wyjazd, zobacz też mój wpis o Ścieżce w koronach drzew.

Ślub, dziecko i co dalej?

Obecnie w swoim życiu jestem na etapie odpowiedzi na powtarzające się pytanie “kiedy ślub?”. Nie jest to w sumie tak irytujące i da się to znieść, o ile ma się chłopaka oczywiście. Więc dotąd zwykle grzecznie odpowiadałam, zgodnie z prawdą, że jeszcze nie wiem, albo że już niedługo. Ale odkąd ta data staje się coraz bardziej realna, zaczynam się zastanawiać, co będzie, kiedy “awansuje” i przyjdzie mi się zmierzyć z kolejnym pytaniem – “kiedy dziecko”?

Był ślub, to czas na dziecko!

Bo niby co można odpowiedzieć w takiej sytuacji? Najlepiej klasyczne “co cię to obchodzi”, ale wydaje mi się, że i to nie zakończyłoby tematu. Ani plotek, bo niektórzy nie są na tyle odważni, żeby pytać wprost. Często jestem świadkiem rozmów, podczas których ludzie komentują pary, będące już “tyyyyle po ślubie i dalej nic”. I tu pojawiają się dwie opcje – albo współczucie, bo pewnie nie mogą, albo ocenianie, że pewnie egoiści, że ważniejsza kariera, pieniądze, że niedojrzali…

I nikomu oczywiście nie przyjdzie do głowy, że można świadomie nie decydować się na dziecko i to wcale nie z powodu egoizmu. No bo po co brać ślub, jeśli nie chce się mieć dzieci? Ten argument zawsze mnie rozwala. Czy naprawdę ludzie biorą ślub tylko po to, żeby móc w końcu “legalnie” urodzić potomka? Czy to są jakieś kolejne etapy gry zwanej życiem, które trzeba jak najszybciej zaliczyć i odhaczyć? A potem już tylko szara codzienność, ale przynajmniej z dziećmi, bo – jak wiadomo – nic nie daje w życiu takiego szczęścia jak one. Otóż nie. Ludzie są różni i różne rzeczy dają im szczęście. 

Jak można nie chcieć mieć dzieci?!

Dlatego są osoby, które nie chcą mieć dzieci, bo ich po prostu nie lubią. Z jednej strony wygodnictwo, z drugiej – kto chciałby mieć rodziców, którzy nie lubią dzieci? Nie ma rodziców idealnych, ale zdarzają się czasem znacznie gorsi od przeciętnych. Gdyby tylko zdawali sobie z tego sprawę, świat byłby piękniejszy…

Są osoby, których nie stać na dzieci, albo chcą zapewnić im coś więcej niż 500+. Dobry start w życiu, edukację, możliwość rozwijania pasji, a nie tylko wegetację, a potem konieczność pracy przez całe życie tylko na to, żeby przeżyć. 

Są ludzie, którzy boją się patrzeć na ewentualne cierpienie swojego dziecka. Jeśli masz dwie nogi i dwie ręce, to wygrałeś na genetycznej loterii. Niestety choroby nie wybierają, a niektórzy nie wyobrażają sobie później proszenia obcych o pieniądze i zbierania milionów na leczenie swojego dziecka. To oczywiście skrajność, bo zawsze jest jakieś ryzyko, wypadkowi można też ulec w każdej chwili życia. Ale już decyzja o ciąży, kiedy samemu jest się obciążonym z chorobami, które mogą być dziedziczne, znacznie zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania.

Czasami ciąża oznacza wykluczenie z pracy zawodowej na dłuższy czas. Niektóre kobiety mogą się obawiać utraty pracy albo trudności w powrocie do niej. Zawsze trochę wypada się z obiegu, wiadomo też jak pracodawcy patrzą na urlopy macierzyńskie i wychowawcze… Czasem facet zostaje jedyną osobą, która musi utrzymać rodzinę i szczerze mówiąc – współczuję takiej sytuacji, bo nie dość, że pracuje na kilka osób, to często jeszcze kosztem kontaktu z bliskimi. 

Są też tacy, którzy nie chcą mieć dzieci TERAZ, co nie znaczy, że nie nie chcą ich wcale. I ślub nie jest dla nich furtką do zachodzenia w ciążę. Właśnie dlatego ocenianie młodych małżeństw przez pryzmat tego, czy mają dzieci, czy nie, jest dla mnie totalnie niezrozumiałe. 

I w końcu – są osoby, które bardzo chcą mieć dzieci, ale nie mogą. Słuchanie w kółko tych samych pytań nie jest pomocne – wręcz przeciwnie. A usprawiedliwianie swojej wścibskości współczuciem i troską jest zwyczajnie nie w porządku. 

To tylko kilka powodów, a można je mnożyć. To są typowe wątpliwości, jakie spotykają każdą młodą osobę i trudno chyba winić nas za to, że rozważamy takie rzeczy. To raczej wyraz odpowiedzialności i dojrzałości, chociaż dla niektórych pewnie nadmierne roztrząsanie albo szukanie dziury w całym… Lepiej pewnie postawić wszystko na jedną kartę i jakoś to będzie!

No to kiedy dzidziuś?

W sumie odpowiadanie na takie pytania nie jest obowiązkowe. Można jakoś z nich wybrnąć albo odpowiedzieć grzecznie i zgodnie z prawdą, jeśli mamy ochotę. Nie musiałabym tu nic pisać i nie tłumaczyć siebie ani mnóstwa innych osób w zbliżonym wieku i sytuacji. Ale z drugiej strony ile można? Dlaczego ludzie nie zadają pytania – “to kiedy zmieniasz samochód”? Albo “kiedy kupujesz nowe mieszkanie”? Może dlatego, że nie każdy marzy o nowym samochodzie i nie planuje kupna domu. Skąd więc ten pomysł i przekonanie, że musi planować dziecko? I w dodatku – skąd pomysł, że musi się z tego zwierzać właśnie Tobie?