Dziennikarstwo – czy warto studiować ten kierunek?

To pytanie, jakie wielu z przyszłych studentów stawia sobie podczas wyboru kierunku studiów. Czy warto w ogóle studiować dziennikarstwo? Może lepiej wykształcić się w jakiejś bardziej konkretnej dziedzinie, a wtedy zacząć pisać – w końcu warsztat przychodzi z czasem. Przecież tak naprawdę można uprawiać dziennikarstwo bez studiów w tym kierunku. Ja opowiem, jak to wygląda z mojej perspektywy – magistra dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Czy dziennikarstwo to trudny kierunek?

Czy dziennikarstwo to trudny kierunek?

Dziennikarstwo uchodzi generalnie w opinii studentów za całkiem łatwy i przyjemny kierunek studiów. Z jednym zastrzeżeniem – trzeba to lubić. Myślę, że bardziej odpowiednim pytaniem byłoby czy dziennikarstwo jest dla mnie? Dla mnie nie był to trudny kierunek, ale wyobrażam sobie, że dla osób, które na przykład nie lubią pisać lub są mało kreatywne, mogłyby być nie tyle trudne, co męczące. A chodzi przecież o to, żeby robić coś, co się lubi.

Oczywiście są przedmioty, których uczysz się mniej chętnie. Tak jest na każdym kierunku. Dużo też zależy od wykładowców, na jakich trafisz. Ja najciężej ze studiów wspominam zajęcia z prawa – Prawo prasowe, Ochronę własności intelektualnej czy Europejskie prawo mediów elektronicznych. Ale były też takie przedmioty, które innym przynosiły po kilka poprawek, a mi nie sprawiały problemów. 

Dziennikarstwo – co po studiach?

Kolejne pytanie, które tak często pojawia się w dyskusjach. Tak naprawdę na temat każdego kierunku studiów. Ja nie nastawiałam się na nic, idąc na dziennikarstwo. Z tym zastrzeżeniem, że na pewno nie chcę być dziennikarką w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wiele osób, słysząc, jaki kierunek studiuje, wyobrażało sobie tylko jedną ścieżkę kariery, jaką mogę obrać. No dobra, może trzy – przecież mogę pracować w gazecie, radio albo w telewizji.

Tak naprawdę najbardziej w tym kierunku podobało mi się to, że mogę robić po nim niemal wszystko! Poza typową pracą w prasie mogę zostać specjalistą public relations, nowych mediów. Pracować w agencji reklamowej, jako marketingowiec, rzecznik prasowy. Mogę także robić rzeczy, jakich zazwyczaj zwykli śmiertelnicy nie zauważają – na przykład zająć się produkcją. Chociażby program telewizyjny – to nie tylko to, co widzisz na ekranie, ale też kilkadziesiąt, a nawet kilkaset osób poza nim.

Media to obecnie bardzo rozległa dziedzina i wkracza także płynnie w inne obszary życia. Tutaj kolejny raz pojawia się pojęcie kreatywności. Jeśli masz pomysł na siebie, to zawsze znajdziesz fajną pracę po dziennikarstwie. A jeśli nie – to możesz stworzyć ją sobie sam!

Dziennikarstwo i komunikacja społeczna – Kraków

Ponieważ wiedziałam, że chcę studiować dziennikarstwo i komunikację społeczną oraz wiedziałam, że chce studiować w Krakowie – miałam do wyboru dwie uczelnie. Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Papieski. Powiem szczerze, że zasugerowałam się opiniami w internecie. Główna różnica pomiędzy uczelniami miała dotyczyć różnicy w zajęciach teoretycznych, których miało być więcej na UJ i praktycznych – na UPJPII. Wybrałam Uniwersytet Papieski, ponieważ tylko on miał w tym czasie własne pracownię radiową i telewizyjną, w których odbywały się zajęcia.

Nie żałuję mojej decyzji, chociaż nie wiem, jak by było, gdybym wybrała UJ. Ale z czystym sumieniem mogę polecić Uniwersytet Papieski. Dla mnie był świetnym wyborem. To mała uczelnia, zupełne przeciwieństwo tych, w których roczniki liczą po kilkaset osób. Na mojej uczelni było bardzo kameralnie, wszyscy wykładowcy znali studentów. I nawet rozróżniali! 😉 Poza tym ludzie też byli bardzo fajni i pomocni – atmosfera była naprawdę rodzinna.

A jeśli ktoś jeszcze się zastanawia, czy mogą tam studiować nie-katolicy… TAK! Jestem tego najlepszym przykładem. Ale przygotujcie się na kilka branżowych przedmiotów 😉 

Podsumowując – czy w ogóle warto studiować?

Uważam, że żadne studia nie zagwarantują kariery i tego, że znajdziesz taką pracę, o jakiej marzysz. Ale zdecydowanie zmieniają myślenie i rozszerzają horyzonty. Nie tylko w dziedzinie, jaką studiujesz, ale ogólnie – w kwestii spojrzenia na życie, naukę i wiele innych kwestii. Dlatego – polecam studia. Każde! Ważne, żeby to było coś, co lubisz!

Przeczytaj o moich sposobach na skuteczną naukę: Moje sprawdzone sposoby skutecznej nauki (5 najważniejszych zasad)

Wasz wymarzony dzień. Jak zorganizować idealny ślub i wesele z klasą. Anna Dąbrowska, Kamila Romanow – recenzja

Każdy, kto ma za sobą lub właśnie organizuje swoje wesele, wie, jak wielkie jest to przedsięwzięcie. Niezależnie od tego, czy planujemy małe przyjęcie, czy wystawny bal – chcemy, aby ten dzień był idealnie zaplanowany i właśnie taki, o jakim marzyliśmy. Niektórzy przygotowania zaczynają długo przed tym dniem, innym wystarcza zaledwie kilka tygodni. Zawsze warto zaopatrzyć się w dobry poradnik ślubny, który pomoże zorganizować pracę i sprawi, że o żadnym ważnym elemencie nie zapomnimy. Świetnym wyborem będzie książka Wasz wymarzony dzień. Jak zorganizować idealny ślub i wesele z klasą autorstwa Anny Dąbrowskiej i Kamili Romanow.

Organizacja wesela od ogółu do szczegółu 

Książka kompleksowo obejmuje wszystkie tematy, jakie są związane ze ślubem i weselem. Od zredagowania odpowiedniego zaproszenia, przez przygotowanie się do ceremonii ślubnej, wybór odpowiedniej sukni i najlepszego tortu, aż po rozliczanie się z usługodawcami. Dzięki temu pozwala na spojrzenie na temat bardzo ogólnie, z dalszej perspektywy.

Być może autorki nie pochylają się szczegółowo nad każdym z zagadnień, ale umówmy się – w przypadku tak szerokiego tematu byłoby to niezwykle trudne. To raczej książka na początek. Pozwoli się zorientować w tym, czego w ogóle oczekujemy od naszego przyjęcia. Co na pewno chcemy wykorzystać, a z czego zrezygnować. Niektóre z elementów nie są konieczne i wybór zależy wyłącznie od pary młodej, co autorki podkreślają. 

Ślubny savoir-vivre pokazany na praktycznych przykładach 

Autorkami poradnika są wedding planerka oraz specjalistka od savoir-vivre’u. Dzięki połączeniu wiedzy z tych dwóch dziedzin, dowiecie się, jak przygotować się do ślubu i wesela także pod względem dobrych manier.

Jak wręczać zaproszenie, jeśli nie chcemy, aby w weselnej zabawie brały udział dzieci? Jak się zachować, kiedy podczas odbierania życzeń widzimy ciotkę naszego męża po raz pierwszy na oczy? Dla bardziej odważnych – jak zrobić spektakularne wyjście z własnego wesela, zostawiając bawiących się gości i wyruszyć w podróż poślubną? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w książce.

Kogo należy zaprosić na ślub i wesele?

Na pewno każdy, kto przygotowuje listę gości ślubnych, ma na uwadze to, że wypadałoby zaprosić osoby, na których weselu sami byliśmy. Sama byłam o tym przekonana, dopóki nie przeczytałam tej książki. Okazuje się, że wcale nie jesteśmy zobowiązani do odwdzięczania się zaproszeniem na zaproszenie. Co więcej, niezaproszenie osób, u których gościliśmy to żadne faux pas!

Jeśli nasze stosunki uległy rozluźnieniu lub całkowicie zerwaliśmy kontakt, nie mamy żadnego obowiązku zapraszać dawnych znajomych, na których ślubie byliśmy. Zaskoczeni? Ja byłam bardzo. Takich praktycznych porad i wskazówek jest w tej książce wiele – jestem pewna, że każdy dowie się z niej czegoś nowego.

Profesjonalne podejście i konkretne wskazówki 

Jeśli obawiacie się, że pozycja nie będzie dla was przydatna, ponieważ planujecie ślub cywilny albo wesele w folkowym stylu – nie martwcie się. Autorki podeszły do tematu bardzo profesjonalnie. Wzięły pod uwagę zarówno opcję ślubu kościelnego, jak i cywilnego lub ceremonii humanistycznej. W przypadku wesela pochyliły się nad tematem dużych, tradycyjnych wesel w klimatach folkowych, ale także eleganckiego bankietu.

Nie ma tu miejsca na wmawianie, że tylko jeden rodzaj ślubu lub przyjęcia jest dozwolony. Że ślub i wesele z klasą muszą wyglądać zawsze tak samo. Autorki podkreślają, że każdy rodzaj przyjęcia można zorganizować tak, że będzie piękne i eleganckie. Należy przestrzegać tylko podstawowych zasad, kierować się dobrym smakiem i swoimi własnymi potrzebami i marzeniami. W końcu ten dzień ma pozostać w naszej pamięci jako jeden z najlepszych w całym życiu!

Więcej informacji i praktycznych wskazówek możecie szukać na stronie internetowej, stworzonej przez autorki. Znajdziecie tam m.in. ślubną checklistę, pomysły na wieczór panieński oraz ciekawe nazwy stołów!

Kliknij i zobacz całą listę moich recenzji książek!

Unf*ck yourself. Napraw się! John Gary Bishop – recenzja

Nie lubię coachingowych frazesów. Teksty w stylu wszystko jest w Twojej głowie albo możesz wszystko, wystarczy uwierzyć to nie moja bajka. Wiadomo, że każdego motywuje i porusza coś innego. Jeśli na kogoś to działa – okej. Ja staram się trzymać od poradników motywacyjnych z daleka. 

Co mnie przekonało do sięgnięcia po Unf*ck yourself?

Kiedy ta książka wpadła w moje ręce, nie byłam od razu przekonana, czy w ogóle ją czytać. Ale po pobieżnym przejrzeniu stwierdziłam, że nie będzie zbyt wymagająca, a przy tym raczej szybka w czytaniu. Tutaj plus za skład i stronę wizualną książki. Widać inspirację współczesnymi blogami – różne fonty, wytłuszczenia i wielkości czcionek. Muszę przyznać, że takie urozmaicenie na stronach książki to duże ułatwienie w czytaniu. Po pierwsze – oczy nie męczą się tak, jak przy obszernych zbitkach tekstu. Po drugie – strony biegną jak szalone, tak naprawdę tę książkę można przeczytać w jeden wieczór.

7 zdań, które – powtarzane – mają zmienić Twoje życie

Unf*ck yourself. Napraw się! to zdecydowanie ten rodzaj książki, której treść zmieściłaby się na 10 stronach maszynopisu. Jest według mnie napisana dość chaotycznie i, pomimo podziału na rozdziały, w nie do końca przemyślany sposób. Czytając ją miałam wrażenie, jakby autor chciał w ciągu godziny opowiedzieć nam jak najwięcej na temat jego filozofii życia, ale bez wcześniejszego przygotowania. Niektórym to może odpowiadać – to coś w rodzaju luźnej rozmowy z kumplem. Język jest prosty i potoczny, zrozumie go każdy. Ja jednak od poradnika motywacyjnego oczekuję czegoś, co uporządkuje moje myśli i skieruje je na konkretny tor. Nie mnóstwa wątków, przez które ciągle się rozpraszam. Miałam wrażenie, że każdy rozdział – mimo hasła przewodniego – nie rozwijał go, tylko krążył wokół bez większego celu.

unfuck yourself spis treści

Kolejny poradnik motywacyjny, który nic nie wnosi?

Jednak żeby być sprawiedliwym, przyznam, że nie żałuję czasu spędzonego przy tej książce. Muszę oddać autorowi to, że niektóre jego poglądy wyróżniają się nieco na tle tych, które na co dzień serwują nam coache motywacyjni. Przede wszystkim odchodzi on od filozofii o tym, że pozytywne myślenie zmienia życie. Według niego najważniejsze jest działanie i to ono może mieć wpływ na nasze samopoczucie i myśli. Ja uważam, że nie należy odcinać się od żadnych emocji i pozwolić im po prostu nam towarzyszyć – niezależnie od tego, czy są dobre, czy złe. Jedne i drugie są pożyteczne i potrzebne w naszym życiu. Zmuszanie się do pozytywnego myślenia nie zmienia w naszym życiu nic. Zmiany są możliwe właśnie dzięki działaniu. A jego efekty mogą dawać ogromną satysfakcję i zmienić nasze nastawienie. 

Czy warto przeczytać książkę Unf*ck yourself. Napraw się! ?

Jeśli ktoś lubi poradniki motywacyjne –  tak. Jeśli ktoś nie przepada za tego typu treściami – nie polecam, ale też nie odradzam. Ja staram się w każdej książce znaleźć coś wartościowego. Nawet jeśli całokształt nie do końca mi się podoba, zawsze jakiś aspekt lub fragment staram się z niej wyciągnąć dla siebie. Nie myślę, że jest to książka bezwartościowa, mimo, że w dużej mierze powiela wiele napisanych dotychczas poradników. Ale! Znam przypadek osoby, która po przeczytaniu Unf*ck yourself postanowiła całkowicie zmienić swoje życie. I zaczęła ten pomysł realizować. Więc dlaczego by nie spróbować?

cytat z ksiaążki unfuck yourself

Kliknij i zobacz całą listę moich recenzji książek!