AquaCity Poprad – termy z widokiem na Tatry

Jeszcze w lutym wybraliśmy się na weekendowy wyjazd na Słowację ze znajomymi. Jeden dzień zajął nam Spacer w koronach drzew, o którym już pisałam. To był jednak tylko przystanek, bo celem podróży był termalny Aquapark w Popradzie. Czy warto się tam wybrać, a jeśli tak, to lepiej zimą czy latem? I czy jeden dzień wystarczy? O tym w dzisiejszym wpisie.

Termalny Aquapark? Słowacja jest do tego idealna!

Jeśli chcemy się wybrać na termy, Słowacja oferuje nam naprawdę duży wybór miejsc. Ja odwiedziłam już baseny w Besenovej i we Vrbovie. Oba cieszą się ogromną popularnością, także wśród Polaków. Znajdują się stosunkowo blisko od polskiej granicy, taki wyjazd z okolic Małopolski to tylko kilka godzin drogi. Oba kompleksy opierają się raczej na basenach zewnętrznych, a ponieważ tym razem jechaliśmy w lutym, zależało nam na aquaparku, który będzie oferować także ciekawe atrakcje wewnętrzne.

Termy Poprad – kompleks krytych basenów z termami na powietrzu

AquaCity Poprad oferuje zarówno baseny wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Położony jest w samym sercu Tatr i wokół niego rozciąga się piękny widok na góry. Uważam, że to już pierwszy powód, dla którego warto odwiedzić to miejsce. Widoki są przepiękne! Niestety cały kompleks został zaprojektowany tak, że z basenów na zewnątrz nie widać gór, ale jeden z basenów w środku ma całą przeszkloną ścianę z widokiem na góry. 

Z basenów zarówno w środku, jak i na zewnątrz można korzystać przez cały rok. Szczególnie w zimie jest to przyjemne doświadczenie, kiedy wychodzimy do basenu na powietrzu. Przy temperaturze wody ok. 38 stopni celcjusza i mrozie na zewnątrz, widać tylko parujące głowy wygrzewających się w wodzie. Trzeba pamiętać, żeby nie siedzieć w niej zbyt długo, ale z tym nie ma problemów, ponieważ w międzyczasie można popływać w basenie zewnętrznym z chłodniejszą wodą albo po prostu w środku.

aquacity.sk

AquaCity Poprad Groupon – dostępne pakiety

Bilety do AquaCity Poprad kupiliśmy na Grouponie. Ponieważ różnica w cenie nie była duża, wybraliśmy pakiet Vital, który ma dodatkowo opcję jednorazowego wstępu do strefy Wellness&Spa. I to był bardzo dobry wybór, bo jednogłośnie stwierdziliśmy, że gdyby nie to, bylibyśmy lekko rozczarowani. W zimie niestety nie ma możliwości wygrzewania się na zewnątrz, więc pozostaje po prostu moczenie się w basenach. Idealnym urozmaiceniem była więc dla nas możliwość skorzystania z saun, jacuzzi, jaskini śnieżnej i ogólnie bardzo klimatycznej strefy basenu relaksacyjnego.

Ta wydzielona część bardzo mi się podobała, była przyciemniona i cicha – naprawdę można tam było odpocząć i się zrelaksować.Trzeba tylko pamiętać o tym, że można wejść do strefy tylko raz – po wyjściu nie ma już możliwości powrotu przy tym pakiecie.

Poniżej znajdziecie opis, co dokładnie jest dostępne w wybranych pakietach:

Pakiet Aqua gwarantuje wstęp do wszystkich krytych i zewnętrznych basenów w aquaparku. W skład tego wchodzą:

  • Strefa relaksacyjna – 3 odkryte baseny termalne z atrakcjami wodnymi, 2 kryte baseny termalne Blue Diamond z barami wodnymi i saunami fińskimi, 50 m basen pływacki, sauna parowa;
  • Strefa rozrywki – kryte baseny relaksacyjne Blue Sapphire z wieczornym pokazem laserowym, kryty basen dla dzieci Treasure Island – Wyspa Skarbów, place zabaw i boiska dla dzieci;
  • Letni kompleks – piramida Majów, zewnętrzny basen dla dzieci, strefa zabawy z nadmuchiwanym parkiem wodnym piratów.

Pakiet Vital (dla osób powyżej 12 lat) gwarantuje wstęp do Aquaparku + jednorazowe wejście do Fire & Water Wellness & Spa. 

FIRE & WATER WELLNESS & SPA oferuje:

  • 8 saun i inhalacji (ceremonialna, solna, mentolowa, parowa, sucha, infra sauna);
  • basen relaksacyjny z jacuzzi, dyszami do masażu i zatoką miłości (to była największa zagadka naszego wyjazdu, która okazała się być po prostu wydzielonym w basenie miejscem dla 2 osób);
  • jacuzzi;
  • pomieszczenia relaksacyjne z biokominkami;
  • jaskinię śnieżną;
  • mroźny basen.
aquacity.sk

AquaCity Poprad – czy warto?

Cały Aquapark, szczególnie zimą, polecam przede wszystkim rodzinom z dziećmi. Dla nich zabawa wewnątrz będzie na pewno wystarczająca. Nas uratował zakup pakietu Vital, dzięki któremu mogliśmy się zrelaksować w strefie Wellness&Spa. W takiej opcji – polecam ten kompleks cały rok. Jeśli postawicie na podstawowy pakiet, lepiej chyba wybierać się do niego latem – tak, żeby można było spędzać więcej czasu na zewnątrz. 

Tak czy siak, myślę, że to opcja raczej na jeden, do max. 3 dni. Przez więcej czasu nie będzie tam po prostu co robić. Mam na myśli sam Aquapark, ponieważ okolica jest naprawdę atrakcyjna i interesująca, więc jeśli planujecie dłuższy wyjazd, to resztę dni warto zagospodarować innymi aktywnościami. Na przykład wspomnianym już Spacerem w koronach drzew. A może byliście w Popradzie i macie inne zdanie? Dajcie znać!

Zdjęcia: aquacity.sk

O krok za daleko, Harlan Coben – audobiook w sam raz na podróż

Jeśli zwykle zasypiacie podczas słuchania audiobooków i musicie cofać nagrania, żeby nadążyć nad całą historią, spróbujcie posłuchać książek Harlana Cobena. W nich nie ma miejsca na niepotrzebne opisy i nic nie wnoszące wstawki. Akcja szybko posuwa się naprzód i nawet nie ma chwili na bujanie w obłokach.

Książki Cobena – moje ulubione kryminały

Trudno by mi było uwierzyć w to, że jest jeszcze ktoś, kto nie kojarzy Harlana Cobena. To już legenda w swoim gatunku. Stworzył serię książek z moim ulubionym bohaterem książkowym Myronem Bolitarem, a oprócz tego kilkanaście niezależnych historii w klimacie kryminalnym. Pisze od 30 lat, a ostatnio powstają kolejne seriale oparte na jego powieściach (na przykład stworzony przez Polaków serial W głębi lasu). 

Dla mnie Coben jest mistrzem dopasowywania swoich historii do czasów, w jakich żyje i pisze. Jego pierwsze książki z lat 90. mają klimat Stanów Zjednoczonych z tamtego okresu – zawierają liczne nawiązania do obowiązującej wtedy mody, popularnej muzyki, seriali telewizyjnych itp. Dziś mija 30 lat od jego debiutu, a on nadal potrafi świetnie wpleść w fabułę współczesne smaczki

Tak jest też w przypadku książki O krok za daleko. Cała historia bazuje na popularnych w obecnych czasach badaniach DNA i ich bazach internetowych. W książce można też znaleźć nawiązania do Tindera czy Justina Biebera. Coben to pisarz, który nie pozostał na zawsze w swojej młodości, ale rozwija się, jest wciąż na czasie i nie pisze książek oderwanych od współczesnej rzeczywistości.

Harlan Coben – O krok za daleko – o czym jest książka?

Oprócz kwestii badań DNA, o których już wspomniałam, głównym wątkiem książki są poszukiwania zaginionej córki przez Simona Greene. Jakiś czas wcześniej Paige uciekła z domu i wpadła w narkomanię. Jej ojciec próbuje sprawić, by córka wróciła do domu. Ale wtedy okazuje się, że jej ucieczka nie jest największym problemem, z jakim przyjdzie się zmierzyć mężczyźnie. 

Kiedy po jego córce nagle urywa się ślad, a jej chłopak Aaron zostaje znaleziony martwy, Simon postanawia przeprowadzić własne śledztwo, a przede wszystkim odnaleźć Paige. Oczywiście nic nie idzie łatwo. Jego żona jest przeciwna poszukiwaniom córki za wszelką cenę, a kiedy już się na to godzi…. Resztę musicie przeczytać sami! 

Audiobook – kryminał na pewno Cię nie znudzi

O krok za daleko to tytuł, którego nie czytałam w wersji papierowej. Postanowiliśmy słuchać książki w formie audiobooka podczas wakacyjnej podróży. Udało nam się wysłuchać całości, czyli prawie 12 godzin nagrania, będąc w drodze. Często słyszę opinie, że niektórym trudno jest się skupić na słuchaniu historii i muszą cofać ją, żeby nadrobić chwile zamyślenia. Ja sama należę do osób, które w podróży zwykle śpią albo dumają w obłokach, więc obawiałam się, że taka forma w ogóle się u mnie nie sprawdzi. 

Byłam jednak zaskoczona, jak świetnie słuchało mi się tej historii. Dzięki temu, że akcja jest zwarta i się nie dłuży, jest idealna jako audiobook. Myślę, że dużą rolę odgrywa tu właśnie gatunek, w jakim książka jest napisana. Podejrzewam, że na powieści obyczajowej albo romantycznej moje myśli często kierowałyby się w inne strony.

Polecam każdemu słuchanie audiobooka w podróży, bo często jest to kilka, a nawet kilkanaście godzin, które w jakiś sposób marnujemy (wiadomo, że dostajemy się w miejsce, w które mieliśmy się dostać, ale zawsze mam poczucie, że można ten czas dodatkowo wykorzystać). Pasażerowie oczywiście mogą czytać książki, o ile czytanie w podróży nie wywołuje u nich mdłości. Wtedy audiobook jest idealny. A w dodatku może go słuchać także kierowca, więc wszyscy z tego korzystają. 

A Wy lubicie audiobooki czy wolicie tradycyjne książki papierowe albo ebooki, bo trudno Wam się skupić na słuchaniu? Dajcie znać 🙂

Zobacz moją poprzednią recenzję – Lisa Brennan Jobs Płotka

Wakacyjny wypad na Mazury – gdzie warto jechać?

Wstyd się przyznać, ale w tym roku byłam pierwszy raz w życiu na Mazurach. Jakoś nigdy nie kręciły mnie te okolice, zdecydowanie bardziej wolałam morze. W tym roku też miałam wybrać Bałtyk, ale: po pierwsze to duża i daleka eskapada, po drugie zaczęły mnie przerażać doniesienia o wysokich cenach, po trzecie – chciałam w końcu zobaczyć coś nowego. Wybór padł na Mazury.  

Nocleg na Mazurach – Trzonki 

Konkretny cel naszej podróży wybierałam trochę na chybił trafił. Pewnego wieczoru otworzyłam po prostu Google Maps i szukałam miejscowości, które są otoczone lasami i jeziorami. W tym roku nie zależało mi na zwiedzaniu znanych, bardzo tłocznych miejsc. Raczej na wypoczynku wśród przyrody i bardziej na odludziu. W ten sposób trafiłam na okolice Puszczy Piskiej i właśnie do niej zawęziłam miejsce na wyjazd. 

Później zaczęłam szukać noclegu na booking.com w okolicach samego Piszu. Zdecydowałam się na Przysiółek Trzonki w niewielkiej wsi Trzonki i to był świetny wybór. Stary pruski dworzec zaadaptowany na agroturystykę, czyli bardzo klimatyczne miejsce. Budynek zachował swój charakter i wystrój, a dookoła jest otoczony pięknym ogrodem i lasem. Miejsce jest bardzo ciche i spokojne, akceptują tam też psy, więc to idealnie miejsce na wakacje z czworonogiem. 

Co warto zobaczyć na Mazurach?

W okolicach Przysiółka Trzonki odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. Przede wszystkim Jezioro Śniardwy – dla mnie to był must have, jeśli chodzi o Mazury. Z geografii pamiętałam, że to największe jezioro w Polsce (nie musicie bić brawa :D), więc oczywiste było, że muszę je zobaczyć. Wybraliśmy się więc na punkt widokowy i mimo wietrznej pogody co nieco udało się nam zobaczyć. 

Najbliżej naszego miejsca noclegowego znajdowało się Jezioro Seksty. Wybraliśmy się na nie kilka razy, bo znaleźliśmy fajne miejsce na rozłożenie koca i odpoczynek z dala od ludzi. W dodatku był z niego piękny widok na zachód słońca. Znaleźć je można łatwo, wybierając się na Śluzę Karwik, która sama w sobie też jest ciekawą atrakcją. Akurat raz trafiliśmy na moment, w którym przez śluzę przepływał jacht, więc mogliśmy obserwować jak działa w praktyce. 

Wyjazd na Mazury bez zjedzenia pysznej, świeżej ryby, nie ma sensu. Szukając miejsca na obiad, znaleźliśmy w google Zajazd Myśliwski Maldanin, który miał bardzo dobre opinie. I zdecydowanie było warto! W karcie mają kilkanaście rodzajów ryb, więc każdy znajdzie w niej coś dla siebie (np. ci którzy nie lubią ości mogą wybrać filety, a jak wiadomo “filet jest tani, zdrowy i można go szybko przyrządzić” ;)). Jest tylko jedna uwaga – nie jest najtaniej, ale porcje są OGROMNE! Za pierwszy razem wzięliśmy dwa dania, a już za drugim jedno na pół. A i taki najedliśmy się do syta. 

Pisz – atrakcje warte zobaczenia

Najbliższym miastem od Trzonek jest Pisz. Jest niewielkie i szczerze mówiąc nie ma tam wiele miejsc, które trzeba odwiedzić. Naszym punktem numer jeden była plaża miejska w Piszu. Idealna dla osób z dziećmi i tych, którzy chcą popływać w miejscu strzeżonym przez ratowników. My spędziliśmy na plaży jeden z cieplejszych dni, zażywając kąpieli wodnych i słonecznych. Można tam wynająć rowery wodne, są też food trucki z goframi i lodami. 

Spacerując po promenadzie w Piszu, natknęliśmy się na pomnik Melchiora Wańkowicza. Od razu zainteresowałam się, dlaczego akurat piszanie postanowili tak uhonorować polskiego prekursora i mistrza reportażu. Okazało się, że Melchior Wańkowicz napisał powieść reportażową pt. Na tropach Smętka, która powstała właśnie podczas pobytu pisarza w tych okolicach w 1935 roku, na terenie ówczesnych Prusów Wschodnich. Warto poczytać o tym więcej, książka została zakazana przez Gestapo w Niemczech, a samego Wańkowicza po wojnie poszukiwano właśnie w związku z nią. 

Ostatnim miejscem, jakie odwiedziliśmy, była Wieża Ciśnień w Piszu. W zasadzie ja jej nie odwiedziłam, bo moja klaustrofobia nie pozwoliła mi wejść na górę po krętych, wąskich schodach (o windzie już nie mówiąc). Z wieży roztacza się widok na miasto, niestety nie widać żadnych jezior. Bilet normalny kosztuje 5 zł., więc za taką cenę nie ma co oczekiwać cudów. 

Mikołajki i okolice

Jednego dnia wybraliśmy się samochodem przez Mikołajki do Mrągowa. Mikołajki są położone 40 km. od Piszu i są bardziej turystycznym miastem. Odwiedziliśmy tam plażę miejską i promenadę, położone nad Jeziorem Mikołajskim. Znajduje się tam też port miejski w Mikołajkach. Właśnie tam pierwszy raz w życiu widziałam stację benzynową na wodzie, w której mogą tankować jachty. 

W porcie można też wypożyczyć motorówkę (nawet bez uprawnień) i wybrać się na rejs po jeziorze. Jeśli ktoś nie jest na tyle odważny, to są organizowane rejsy promem. Do Mikołajek można się też wybrać promem z miejscowości Ruciane-Nida, położonej mniej więcej w połowie drogi pomiędzy nimi, a Piszem. 

Mrągowo – atrakcje

Na naszej liście miejsc do zobaczenia nie mogło oczywiście zabraknąć Mrągowa. To właśnie tam znajduje się amfiteatr nad jeziorem Czos, w którym organizowana jest noc kabaretowa i to właśnie tam chłop się przebiera za babę 😉 My do niego niestety nie dotarliśmy, bo Jezioro Czos okazało się za duże na nasze możliwości. Byliśmy już zmęczeni po całym dniu, więc zrobiliśmy tylko godzinny spacer wzdłuż brzegu. 

Jezioro jest otoczone drzewami, co daje wrażenie, jakbyśmy spacerowali po parku. Można tam spotkać wiele zwierząt, na przykład dzikie kaczki, łabędzie, mewy, ale też żaby, kiedy się zapuścimy na siku w krzaczki ;). To zdecydowanie najbardziej turystyczne miasto z tych, w których byliśmy, ale i tak, wbrew moim oczekiwaniom, ludzi wcale nie było dużo.

Wakacje na Mazurach – wrażenia

No właśnie – spodziewałam się zdecydowanie większej liczby turystów na Mazurach. Tymczasem nie było ich wielu. Może to kwestia tego, że był dopiero początek wakacji, albo sytuacji epidemicznej, która zatrzymała wiele osób w domach. Z drugiej strony – taki czas to właśnie świetny moment na poznawanie naszego kraju i odwiedzanie miejsc, w których można odpocząć na łonie natury. Bo pod tym względem Mazury są idealnym wyborem i zdecydowanie spełniły moje oczekiwania. 

Bardzo zaskoczyło mnie to, jak wiele osób wybiera się na Mazury z psem. Dosłownie wszędzie można spotkać turystów z małymi lub większymi psami. To pewnie też wynika ze specyfiki tej okolicy – na powietrzu można uprawiać dużo aktywności z psem. Długie spacery, jazda na rowerze, a dla miłośników pływania także kąpiele w jeziorach. Dużo miejsc noclegowych zgadza się na pobyt ze zwierzętami, więc z tym też nie ma problemu. 

Osobiście jestem bardzo zadowolona z wyjazdu. Na Mazurach spędziliśmy 5 dni i to był wystarczający czas, żeby porządnie wypocząć. Wbrew moim założeniom, wyjazd nie okazał się też drogi. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji wypoczywać na Mazurach, taki wypad. Chociaż podejrzewam, że większość pewnie dobrze je już zna. Dajcie znać, czy jeździcie na Mazury i czy lubicie te okolice!

Jeśli szukasz inspiracji na wyjazd, zobacz też mój wpis o Ścieżce w koronach drzew.